Gotowanie – przepisy siostry Anastazji

Gotowanie – przepisy siostry Anastazji

16 września, 2021 Wyłączono przez admin

Lubię gotować i nie przeszkadzają mi w tym nawet książki kucharskie. Powiem więcej, niektóre kupuję, zaglądam na cudze blogi internetowe – ba!- niekiedy oglądam zmagania nieszczęśników w różnych ogłupiających programach telewizyjnych, w których im więcej przykrych rzeczy powie się uczestnikowi, tym szczęśliwszy i bardziej zmotywowany jest on do działania.

Ja, w przeciwieństwie do innych, dość nerwowo reaguję na krytykę moich kulinarnych dokonań, więc moja rodzina, nauczona wieloletnim doświadczeniem, tylko chwali, je posłusznie, nie protestuje i tym oto sposobem wiedziemy szczęśliwe życie, w którym ja wyżywam się w kuchni, a pozostali członkowie naszej rodziny nie chodzą głodni. Zachowujemy tę złotą równowagę, o której tak chętnie mawiali starożytni.

Do niedawna takim miejscem pełnym harmonii wydawały mi się kuchnie klasztorne. Nie wiem, może pod wpływem doskonałego „Jasminum”, wyobrażałam sobie kuchnię pełną zapachów, świeżych ziół, sióstr zakonnych, tudzież zakonników, wędrujących do wsi po świeże masło, mleko, jajka. W mojej imaginacji była to kuchnia zdrowa, w pełni naturalna, sprzyjająca zdrowemu odżywianiu i szczupłej sylwetce. Tak więc uskrzydlona moimi wyobrażeniami nabyłam książkę kucharską, wydaną przez WAM, wdzięcznie zatytułowaną ”183 nowe przepisy siostry Anastazji”, by zaskoczyć moją rodzinę nowymi, zdrowymi potrawami. Z okładki uśmiecha się do mnie miła siostra zakonna, stojąca za suto zastawionym stołem, a tytuł „Pierwszej Kucharki Rzeczpospolitej” zachęca do sięgnięcia po przepisy.

Więc sięgnęłam… Pierwsza strona, druga, w poszukiwaniu kulinarnego natchnienia doszłam aż do spisu treści. I się rozczarowałam, a nawet porządnie zdenerwowałam. 32 złote można było lepiej spożytkować! Co otrzymałam w tej zachwalanej książce? Ot, na przykład przepis na zieloną sałatę, którą trzeba umyć i skropić ! UWAGA! sosem sałatkowym przygotowanym według przepisu na opakowaniu. Tu niebiosa powinny zagrzmieć. Takie rewelacje w książce za 32 złote, w wykonaniu siostry o jakże inspirującym przydomku?! Albo zupa pomidorowa- czyli koncentrat pomidorowy rozrobiony rosołem (s.50).

Wśród deserów możemy doszukać się truskawek w galaretce, kremu owocowego czy pieczonych jabłek. Gdyby te przepisy znalazły się w książce kulinarnej adresowanej do dzieci, byłabym zachwycona. Pierwsze własnoręcznie upieczone przez pociechę jabłka pod pierzynką z piany czy owoce zalane galaretką budziłyby zachwyt i dumę każdej matki. Gdyby w tytule ktoś napisał, że to dla kompletnych ignorantów kuchennych albo dla mężczyzn, którzy po raz pierwszy od rozwodu weszli do kuchni i tam zobaczyli na żywo sałatę, byłabym bardziej wyrozumiała.

Po wnikliwej analizie przepisów udało mi się nawet wyodrębnić słowa-klucze rządzące tymi przepisami. Są to, w kolejności przypadkowej: budyń, galaretka, herbatniki i margaryna. Zauważyłam też pewną fiksację, jeśli chodzi o ciasta. To wielowarstwowość. I to nie w przenośni, lecz dosłownie. Ciasta składające się z kolejnych warstw biszkoptu, kremu, galaretki, owoców, wafelków, delicji,…., budzą moje lekkie przerażenie;)

I tak sobie myślę, że albo siostra Anastazja przeceniła własne możliwości i podpisała kontrakt na o jedną książkę za dużo, albo wydawca się pomylił w tytule. Może powinien on brzmieć „ Siostra Anastazja-początek” i wtedy wszystko byłoby jasne. A tak, gdzieś w mej głowie rodzi się pytanie: Skoro te przepisy są nowe, to o czym były te stare?